niedziela, 26 lipca 2009

Jak zawsze spóźniony, część trzecia

To już trzecia odsłona moich nudnych wynaturzeń i druga będąca grubo po terminie. Ciężko jest wyłapać dość interesujących rzeczy z tygodnia, więc po prostu aktualizacje będą co dwa tygodnie, mam nadzieję, że w czwartek. Let’s roll.

  • Przede wszystkim rozpoczął się dziewiąty festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty. Rozpoczął się w czwartek seansem tegorocznego zwycięzcy z Cannes, „Białej Wstążki”. Od dwóch dni żyję w innym świecie i w innym mieście, to, jak Wrocław się zmienia podczas festiwalu jest niesamowite. Obszerną relację z ENH zamieszczę w dwóch częściach, jedną w połowie festiwalu, drugą już po zakończeniu. Widziałem już wiele naprawdę dobrych filmów i liczę na więcej, jednocześnie plując sobie w brodę, że nie kupiłem karnetu, tyle jest dobrego kina. Festiwal jest generalnie w pytę, miałem już parę przygód, ale to już w relacji.
  • „Wrogowie Publiczni” to kawał niezłego, solidnego kina, ale w zasadzie tylko tyle. Dobrze to się ogląda, jest Johnny Depp strzelający z Thompsona, Marion Cotilliard (hot), parę fajnych scen, ale jakoś nie powaliło mnie na kolana. Mimo to, w ramach kinowej posuchy warto się wybrać. Ale jeśli jesteś z Wrocławia, idź do Mediateki i wydaj oszczędności na ENH, bo warto.
  • Miałem też okazję obejrzeć „Frantic” Polańskiego, kolejny film powalający klimatem. Zakończenie trochę mnie zawiodło, ale wrażenia bardzo in plus. Świetny Harrison Ford.
  • „Jennifer’s Body” to nowy film według scenariusza Diablo Cody, autorki świetnego „Juno”. Powiem tyle – opętana Megan Fox zabijająca kolegów ze szkoły. To musi się udać. Trailer - http://www.youtube.com/watch?v=v0dq3ToOBwM. Wow.
  • Teraz krótko o komiksach. Z cyklu „booyah!” jest wiadomość, że ButterNutSquash, jeden z moich ulubionych webkomiksów wraca 9 września. Na fali podniecenia w końcu przeczytałem całe „Kukuburi”, inny komiks autora BNS, Ramona Pereza. I jest naprawdę w pytę. Fabuła rozwija się ciekawie, ale bajkowe postaci i rysunki są omójbożeniesamowite.
  • W końcu dorwałem w Empiku „Furie”, kolejny po „Śmierci” i „Lucyferze” spin-off Sandmana, i kolejny według scenariusza Mike’a Carey’a. Przepiękne rysunki Johna Boltona ilustrują ciekawą historię Pań Łaskawych, Kronosa Zmieniającego i Lyty Hall. Jak znajdę cztery wolne dychy, to kupię, aby zachwycać się tym cudem w domowym zaciszu i szukać jak najwięcej nawiązań mitologicznych.
  • Będąc przy temacie Carey’a – nowy, czwarty już „Lucyfer” w sierpniu.
  • Ostatnio przeczytałem dwie niesamowite książki – „13” Świetlickiego i „Nigdziebądź” Gaimana. Trzynastka to kolejna historia o mistrzu, jego suce, alkoholu i morderstwie. Świetlicki ma niesamowity styl pisania, ale to chyba nie jest książka dla każdego. Mimo to, polecam z całego serca, ja jestem zachwycony i poluję na „12” – co, swoją drogą, nie jest łatwe, bo nawet Empik nie mógł mi załatwić, grr. Natomiast „Nigdziebądź” utwierdza mnie w przekonaniu, że Gaiman to jeden z najlepszych opowiadaczy historii, który dodatkowo ma nieprawdopodobny talent do tworzenia barwnych, niesamowitych postaci. Patrz Markiz de Carabas, patrz Croup i Vandemar, patrz Inslington, patrz… „Amerykańscy Bogowie” lepsi, ale teraz czekam na zakończenie festiwalu aby połknąć serialowego Neverwhere.
  • Na finiszu dwie rzeczy z Internetu - http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82011,6845592,Zostan_Twitter___Maniakiem.html?as=2&ias=2&startsz=x dla tych, którzy nie rozumieją idei Twittera i pytają, na co mi to, oraz http://www.joemonster.org/filmy/17699/Crunchball_3000 - okrutny zjadacz czasu.
  • I to by było na tyle w tym odcinku, ostatnim na jakiś czas – za tydzień już będzie pełna relacja z ENH, potem wyjeżdżam na dwa tygodnie. Może w wolnej chwili i przypływie fantazji coś wreszcie zrobię z blogiem, dodam siakieś linki i w ogóle pimpin’. Pozdro

środa, 15 lipca 2009

Czwartek tydzień później

"Mały" poślizg czasowy, spowodowany brakiem Internetu i innymi zaszłościami. Jutro kolejna porcja dyrdymałów, niespodzianka kiedy indziej - shit happens.

Pisząc te słowa, mam szczerą nadzieję, że trafi to jakoś do Internetu, gdyż aktualnie (dzięki dość dziwnemu zbiegowi okoliczności) mieszkam w domu mojej babci, gdzie sieć można złapać tylko na balkonie, i to czasami, i do tego nędzny. Korzystam z uroków (prawie) studenckiego życia, i nie miałem za dużo czasu na kulturę. Aczkolwiek, co nieco widziałem.

· Przede wszystkim, widziałem film o którym wspominałem tydzień temu, czyli „Zack i Mirri kręcą porno”. Film jest bardzo dobry, nie powiem, żeby mnie zniszczył, ale bawiłem się wybornie. Mnóstwo świetnych motywów, parę pięknych cytatów, i obowiązkowy „gross” żart. Genialny w swojej prostocie pomysł w zasadzie broni się sam, ale to co Kevin Smith z nim zrobił, zasługuje na owację na stojąco. Nie są to „Clerks”, ale kawał dobrej zabawy. Jak dla mnie zabrakło trochę tego klimatu, jaki sprawiał, że „Sprzedawcy” rządzą. Nie chcę tu pisać o czysto filmowych rzeczach, więc w skrócie – aktorzy dobrze, dialogi zajebiście, zdjęcia itd. w normie, muzyka słaba (chyba dla mnie największy zawód). Sporo miodu wylewającego się z ekranu, no i dużo smaczków dla fanów (Aktorzy od Randalla i Jaya są naprawdę dobrzy!). Szkoda, że nie ma Jaya i Cichego Boba, ale to takie sranie. Naprawdę warto się wybrać do kina, każdy znajdzie coś dla siebie, o ile posiada choćby śladowe poczucie humoru.

· Inne filmowe rzeczy z tego tygodnia – „Żądło” jest bardzo spoko, zwłaszcza dla fanów starego kina ; „Zły Mikołaj” średni ; „Blow” słabe. Zaraz zabieramy się z kumplem za „Świętych z Bostonu”, słyszałem, że daje radę.

· Osz fak, zapomniałbym – wreszcie obejrzałem „Kawę i Papierosy”, co prawda połowę, ale szukam szukam szukam, bo film jest konkretny. I jak w zeszłym tygodniu, trzy słowa do Ojca Prowadzącego – klimat, klimat, klimat.

· W ramach „Brave Festiwal” (którego to festiwalu akurat nie lubię) byłem na znakomitym koncercie. Rzecz nazywała się „A Fileta” i jest to bodajże siódemka kolesi, którzy wykonują śpiewy polifoniczne. Robiło to wielkie wrażenie, i było, jak to mówią w Albionie, „sensation”.

· Mówiąc o festiwalach, jest już dostępny (od 1 lipca, ale nie wspomniałem o tym chyba) program Ery Nowe Horyzonty, pewnie najlepsze bilety już się rozeszły, ale ja w tym roku chyba sobie odpuszczę i zajmę się nadrabianiem zaległości z zeszłego roku (czyli jeden blok). Podobno nie ma Nocnego Szaleństwa, damn shame. Wrzuciłbym to do zawodu tygodnia.

· W tym tygodniu nie grałem w książki, ale coś podczytuję, i to coś bardzo zajebistego – „Choke” Chucka Palahniuka, którego znamy (i kochamy) dzięki „Fight Clubowi”. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, ale skłania do przemyśleń. Przeczytałem na razie z 50-60 stron, i robi pozytywne wrażenie. Bardzo dobrze się czyta w tramwajach. Palahniuk ma dość charakterystyczny styl pisania, znany z FC - mi to bardzo podchodzi. Boję się jednak, że Choke musi iść na półkę, bo wczoraj zakupiłem „13” Świetlickiego, a po lekturze „11” jestem bardzo napalony na mały niebieski tomik. PS: Na podstawie „Choke” powstał film z Samem Rockwellem (koleś od „Niebezpiecznego Umysłu”), widział ktoś może?

I to byłoby na tyle. Nie chcę deklarować, co będzie za tydzień, bo nie zrobiłem nic z rzeczy zaplanowanych na ten. Ale naprawdę postaram się obejrzeć „Zmierzch”, może przeczytam najnowszy komiks Ramona Pereza (Kukaburi czy jakoś tak). Za to w tym tygodniu powinna pojawić się na blogu niespodzianka. Thumbs up.

czwartek, 2 lipca 2009

Pierwszy obiad czwartkowy

Coś na blogu musi się pojawić, więc zaczynam nową, świecką tradycję – Kulturalny Czwartek, czyli lista tego, co z kultury trafiło mi w łapki w ostatnim tygodniu, i o czym warto napisać.

Let’s get the shit rollin’!

ZACHWYT

Blur w Polsce. Nuff said’. Po mojej wielkiej radości z okazji reaktywacji najlepszego brit-popowego zespołu (Oasis to cienkie siusiaki), dostałem kolejny prezent (po Radiohead w Polsce). Dorzucę do tego zbliżający się 3 album Gorillaz, dobry termin (październik) i 5 milionów złociszy, wyłożonych przez miasto Łódź na ten koncert, co sugeruje tanie/bezpłatne wejście. Yippie-ki-yay!

ZAWÓD

Brak. Może cebula, jaką dostałem na pizzy z głupsza frant? Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy, ale to chyba dobrze. Aaa, mam. Wrocławskie tramwaje. Ostatnio nie ogarniam ich totalnie – czasem nie mogę dojechać nigdzie przez pół godziny, czasem jeżdżą trzy 17 pod rząd, a czasem jeżdżą tramwaje, których wcale nie powinno być.

NADZIEJA

„Zack i Mirri kręcą porno” – nowy film Kevina Smitha, z Sethem Rogenem (poluję, poluje i poluję na „Supersamca”, i jakoś nie mogę zdobyć). Reżyser „Clerksów” podaje nam historię o dwójce przyjaciół, którzy z dołka finansowego chcą wyjść, kręcąc amatorski film pornograficzny. Just can’t wait to see it, dodatkowo chciałbym pozdrowić dystrybutora filmu na Polskę i pogratulować rocznej obsuwy w stosunku do świata.

MUZYKA

Nic specjalnego na tapecie, poza dwiema mniej znanymi dziełami Floydów – „Nile Song” i „San Tropez”. Polecam.

FILM

W końcu się przemogłem i obejrzałem „Siódmą Pieczęć”. Warto, do stu diabłów, warto. Trzy słowa do ojca prowadzącego – klimat, klimat, klimat. I mądrości życiowe prosto od Ingmara Bergmana.

W tej kategorii dorzucę jeszcze dwa seriale – powtórka z „Californication” tylko przypomniała mi o zajebistości tego serialu, a „Futurama” też miętką nie jest (będą nowe sezony!).

KSIĄŻKA

W ramach dużej ilości rozproszonego wolnego czasu, sięgnąłem drugi raz po „Gottland”. I zachwycił mnie nawet bardziej niż za pierwszym razem. Cudowna wyprawa po komunistycznych (i nie tylko) Czechach, przedstawiona w formie reportaży, z Mariuszem Szczygłem nie jako przewodnikiem, bardziej jako opiekunem i mentorem. Naprawdę warto poznać inną stronę natury rodaków Szwejka.

KOMIKS

http://barwy.ownlog.com – inteligentny i ostry jak brzytwa czarny humor, w oszczędnej szacie graficznej. Raczej dla mizantropów, ale jeśli ma się zły dzień i nienawidzi się świata, to jest komiks dla was. Mały sneak-peek dla was, jak to mawiają "odsieje ziarno od plew".

A za tydzień…

· (odgłosy rodem z Transylwanii) Zmieeeeerzch…

· Coś więcej o Blur

· I mało więcej, bo jestem na wakacjach.