Minęło już niemal 48 godzin, myśli nie kręcą się obsesyjnie wokół parku Cytadela w Poznaniu i próby słuchania innej muzyki kończą się powodzeniem. Jednak cały czas wracam do playlisty o tytule „koncert”, odpalam ją i odpływam we wspomnienia magicznej, wtorkowej nocy. Wiem, to wszystko jest paskudną, egzaltowaną gadką, jednak naprawdę tak się czuję. Gdyż koncert Radiohead w Poznaniu z dnia 25.08 to jedno z najbardziej magicznych doświadczeń mojego życia. A oto krótka relacja.
Przypadki wtorkowego poranka zasługują na osobną opowieść, dość wiedzieć że na sajcie koncertu byłem tuż przed planowanym otwarciem bram, czyli ok. 16. Potem godzina stania (no co wy? Punktualność? W Polsce?) pod bramą, potem szał radości z okazji otwarcia, spotykanie znajomych, zajęcie miejsca etc. Planowo, o godzinie 19 na scenę wyszedł support, niemiecki zespół „Moderat”. Chłopaki grali naprawdę spoko, rozgrzali trochę publikę, jednak od 20:30 wszyscy już nerwowo patrzyli na zegarki. Na scenie stopniowo zaczęli pojawiać się techniczni, rozstawiający „dekoracje” – podłużne lampy, i testujący gitary. W końcu, o 21:15 umilkła muzyka z radia, świata zgasły i rozległy się oklaski i krzyki. Na scenę wyszedł Phil Selway, Ed O’Brien, Johny i Colin Greenwoodowie i Thom Yorke. I zaczęli, tradycyjnie ostatnio, od „15 Steps”. Jednak prawdziwa ekstaza zaczęła się, gdy zaraz potem techniczni wciągnęli na scenę bębny i rozbrzmiało „There There”, jeden z moim ulubionych kawałków Radiohead. Następne utwory to „Weird Fishes”, „All I Need” (świetne na żywo!) i „Optimistic”. Jednak potem dostaliśmy niesamowite combo – „2+2=5” (ohmeingott), „Street Spirit (Fade Out)” (ohmeingottallachjahwe), „The Gloaming” (dla mnie krótka przerwa, dla dziewczyny obok szał) i… „Myxomatosis” (ohmeingottallachjahwezeusbuddakrishnawisznusandmanlatającypotwórspaghetti). Na to miałem tylko cichą nadzieję. Thom wpadł w istny trans, zresztą jak i publiczność. Jeden z lepszych momentów koncertu. Już na tym etapie widać było, że Radiogłowi są w świetnej formie, zwłaszcza Yorke (wokal na żywo >>> wokal na płytach). W tym miejscu warto też pochwalić świetne nagłośnienie i telebimy, które jednak pewnie dawały radę tylko w pierwszym sektorze. Wracając do setlisty – jako 10 kawałek znany i lubiany „Paranoid Android” (na żywo – cudo), potem dwie spokojne piosenki z nowej płyty – „Videotape” i „Nude”. Następnie prawie najbardziej znane „Karma Police” i rockowy strzał z „In Rainbows” – „Bangers and Mash”, niesamowicie brzmiące live. Potem kolejna dawka mocy pod tytułem „Bodysnatchers” i dwa transowe kawałki z „Kid A” – fenomenalne „Idioteque” i kończące set podstawowy „Everything In Its Right Place”.
Jednak, rzecz jasna, wszystkim było mało. Po paru minutach Radiohead wrócili na scenę, i zaczęli bisy od „You and Whose Army?”, ze świetnym motywem z okiem Thoma Yorke’a, spoglądającym z telebimu. Potem przyszła pora na nowy kawałek „These Are My Twisted Words”, po którym rozbrzmiał jeden z lepszych utworów z nowej płyty, czyli „Jigsaw Falling Into Place”. Następnie świetne „I Might Be Wrong” z „Amnesiaca”. Czas mijał, ja ciągle byłem w ekstatycznym w transie, jednak traciłem już nadzieję na swoje ulubione, rzadko grane utwory. I wtedy usłyszałem pierwsze takty „The National Anthem”. Dla mnie najlepszy moment koncertu i najlepsze wykonanie, po prostu miód. Po tym kawałku Radiogłowi ponownie opuszczają poznańską scenę, by po chwili wrócić. „Reckoner”, „Lucky” i na końcu rzadko grany na koncertach „Creep”.
Aż nie chciało się wychodzić. Aż chciało się zostać, dla samej atmosfery miejsca, w którym odbył się najlepszy jak na razie koncert w moim życiu. Chłopaki z „Radiohead” w wielkiej formie, wyluzowani, nie mizdrzący się do publiki, po prostu robią swoje – grają muzykę. Muzykę piękną, a na żywo hipnotyzującą jak mało która. Jedyne, na co można narzekać, to kapinkę za dużo piosenek z nowej płyty, ale przecież nigdy nie zagrają idealnej setlisty. Musieliby grać do poranka. W zasadzie powinniby. Jednym zdaniem – „Everything’s In Its Right Place”.
Setlista:
http://www.setlist.fm/setlist/radiohead/2009/cytadela-city-park-poznan-poland-bd7a59a.html
Dla ciekawskich, po ile piosenek z jakiej płyty:
In Rainbows – 9
Kid A – 4
Hail to the Thief – 4
OK Computer – 3
Amnesiac – 2
The Bends – 1
Pablo Honey – 1
Więcej z Amnesiaca niż The Bends? Dziwne.
(Od autora: wielkie sorry za zaniedbanie bloga, wiecie - wakacje, relacji z ENH nie będzie, bo już po ptakach, zresztą nic naprawdę wielkiego nie było, choć dużo naprawdę konkretnych rzeczy, za tydzień czwartkowe podsumowanie tygodnia + perełki z ostatniego miesiąca, w planach odpicowanie bloga, dołączenie linków i dwie recenzje - "Lucyfer" Mike'a Carey'a i cały cykl prozy kryminalnej Świetlickiego (tak, dorwałem 12!) Na razie, tyle. Peace!)
jestem z ciebie dumna za ta relację, napisałeś to co sama chciałam powiedzieć .Dzięki: )
OdpowiedzUsuńAha, i tylko ten papieros:(