Pisząc te słowa, mam szczerą nadzieję, że trafi to jakoś do Internetu, gdyż aktualnie (dzięki dość dziwnemu zbiegowi okoliczności) mieszkam w domu mojej babci, gdzie sieć można złapać tylko na balkonie, i to czasami, i do tego nędzny. Korzystam z uroków (prawie) studenckiego życia, i nie miałem za dużo czasu na kulturę. Aczkolwiek, co nieco widziałem.
· Przede wszystkim, widziałem film o którym wspominałem tydzień temu, czyli „Zack i Mirri kręcą porno”. Film jest bardzo dobry, nie powiem, żeby mnie zniszczył, ale bawiłem się wybornie. Mnóstwo świetnych motywów, parę pięknych cytatów, i obowiązkowy „gross” żart. Genialny w swojej prostocie pomysł w zasadzie broni się sam, ale to co Kevin Smith z nim zrobił, zasługuje na owację na stojąco. Nie są to „Clerks”, ale kawał dobrej zabawy. Jak dla mnie zabrakło trochę tego klimatu, jaki sprawiał, że „Sprzedawcy” rządzą. Nie chcę tu pisać o czysto filmowych rzeczach, więc w skrócie – aktorzy dobrze, dialogi zajebiście, zdjęcia itd. w normie, muzyka słaba (chyba dla mnie największy zawód). Sporo miodu wylewającego się z ekranu, no i dużo smaczków dla fanów (Aktorzy od Randalla i Jaya są naprawdę dobrzy!). Szkoda, że nie ma Jaya i Cichego Boba, ale to takie sranie. Naprawdę warto się wybrać do kina, każdy znajdzie coś dla siebie, o ile posiada choćby śladowe poczucie humoru.
· Inne filmowe rzeczy z tego tygodnia – „Żądło” jest bardzo spoko, zwłaszcza dla fanów starego kina ; „Zły Mikołaj” średni ; „Blow” słabe. Zaraz zabieramy się z kumplem za „Świętych z Bostonu”, słyszałem, że daje radę.
· Osz fak, zapomniałbym – wreszcie obejrzałem „Kawę i Papierosy”, co prawda połowę, ale szukam szukam szukam, bo film jest konkretny. I jak w zeszłym tygodniu, trzy słowa do Ojca Prowadzącego – klimat, klimat, klimat.
· W ramach „Brave Festiwal” (którego to festiwalu akurat nie lubię) byłem na znakomitym koncercie. Rzecz nazywała się „A Fileta” i jest to bodajże siódemka kolesi, którzy wykonują śpiewy polifoniczne. Robiło to wielkie wrażenie, i było, jak to mówią w Albionie, „sensation”.
· Mówiąc o festiwalach, jest już dostępny (od 1 lipca, ale nie wspomniałem o tym chyba) program Ery Nowe Horyzonty, pewnie najlepsze bilety już się rozeszły, ale ja w tym roku chyba sobie odpuszczę i zajmę się nadrabianiem zaległości z zeszłego roku (czyli jeden blok). Podobno nie ma Nocnego Szaleństwa, damn shame. Wrzuciłbym to do zawodu tygodnia.
· W tym tygodniu nie grałem w książki, ale coś podczytuję, i to coś bardzo zajebistego – „Choke” Chucka Palahniuka, którego znamy (i kochamy) dzięki „Fight Clubowi”. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, ale skłania do przemyśleń. Przeczytałem na razie z 50-60 stron, i robi pozytywne wrażenie. Bardzo dobrze się czyta w tramwajach. Palahniuk ma dość charakterystyczny styl pisania, znany z FC - mi to bardzo podchodzi. Boję się jednak, że Choke musi iść na półkę, bo wczoraj zakupiłem „13” Świetlickiego, a po lekturze „11” jestem bardzo napalony na mały niebieski tomik. PS: Na podstawie „Choke” powstał film z Samem Rockwellem (koleś od „Niebezpiecznego Umysłu”), widział ktoś może?
I to byłoby na tyle. Nie chcę deklarować, co będzie za tydzień, bo nie zrobiłem nic z rzeczy zaplanowanych na ten. Ale naprawdę postaram się obejrzeć „Zmierzch”, może przeczytam najnowszy komiks Ramona Pereza (Kukaburi czy jakoś tak). Za to w tym tygodniu powinna pojawić się na blogu niespodzianka. Thumbs up.
Drogi Djud snuje mi się po głowię pewne pytanie -
OdpowiedzUsuńjaki film góruję w Twym sercy, a jaki jest dla Ciebie porażką?
I żeby nie było nie wkraczam buciorami w Twoją prywatność.
Adora
Góruje "Pulp Fiction", bo poza ogólną zajebistością mam do niego duży sentyment, dołuje... nie wiem, było parę kiepskich. W każdym filmie staram się coś odnaleźć. Tak na szybkości to "Katyń" mnie załamał.
OdpowiedzUsuńNo to posiadamy podobne zdanie do tych dwóch produkcji.
OdpowiedzUsuńPulp Fiction po raz pierwszy obejrzałam jakiś czas temu, ale aż do dziś podkochuje się w dialogach. Tak więc podpisuję się pod zachwytem nad filmem. ": Idą mama pomidor, tata pomidor i mały pomidorek. Pomidorek wlecze się z tyłu, więc zdenerwowany ojciec podbiega do niego, rozgniata i mówi: „Catch-up!” "
Katyń, nie potrafię znaleźć słów jak bardzo się rozczarowałam.
Adora