niedziela, 4 października 2009

HIMYM

Cześć. Nazywam się Olek.

Cześć Olek.

Mam 17 lat i mam problem z uzależnieniem.

Jesteśmy z Tobą. Opowiedz nam o swoim problemie.

Od dwóch tygodni muszę codziennie przyjmować coraz większe dawki. Mój narkotyk nazywa się HIMYM. To skrót od How I Met Your Mother, serialu wyprodukowanego przez stację CBS.

Powiedz nam, w ramach przestrogi, jak rozpoznać tą bestię?

„HIMYM” to historia, którą z perspektywy 2030 roku Ted Mosby, główny bohater, opowiada swoim dzieciom. Historia o tym, jak poznał ich matkę. Głównymi postaciami w tej opowieści są – jego najlepszy przyjaciel, Marshall; jego żona, Lily; nie do końca spełniona miłość Teda, Robin i zapoznany w dość dziwnych okolicznościach Barney. Akcja sitcomu dzieje się w Nowym Yorku, głównie w mieszkaniu Teda i Marshalla oraz w ich ulubionym barze.
Opisz nam teraz działanie narkotyku, i jego cechy szczególne.

Narkotyk jest silnie uzależniający z paru powodów. Po pierwsze, skutkuje niepohamowaną wesołością. Jest to zapewne spowodowane niezwykłą wręcz ilością komicznych sytuacji. Jego twórcy świetnie wykorzystują możliwości, jakie daje im pomysł prowadzenia historii jako czyjejś opowieści. Mogą swobodnie wrzucać krótkie wspominki, żonglować strukturą narracyjną, podążać za paroma postaciami na raz, pokazywać sytuacje z różnych punktów widzenia, a nawet wprowadzać futurospekcje. Scenariusz jest fantastyczny – akcja biegnie wartko, cały czas coś się dzieje, postacie rozwijają się w miarę akcji serialu, poznajemy coraz więcej ich nawyków, dziwactw czy fobii, tak samo jak rozwijają się relacje między postaciami. Jest parę nawiązań popkulturowych („Pulp Fiction”, „Big Lebowski”, „Star Wars” – jestem w niebie!) i cały stos rzeczy, które chcesz pokazać znajomym i przyjąć do swojego życia (Charakterystyczne zwroty, cytaty, teorie Barneya i mnóstwo unikalnych sposobów na przybijanie piątki to tylko wierzchołek góry lodowej). Drugim powodem jest odmienność tego narkotyku od innych. W większości podobnych środków (pochodne komedii romantycznych, bardzo popularny) mamy schemat – chłopak poznaje dziewczynę i próbuje ją zdobyć, mimo przeciwności losu czy wad swojego charakteru. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację, w której Ted jest młody, bystry, przystojny, świetnie sobie radzi z dziewczynami, ale poszukuje „tej jedynej”. Oczywiście, gatunkowe klisze bywają wykorzystywane, jednak taka formuła wprowadza do serialu świeżość. I trzeci, najbardziej uzależniający czynnik – postacie. Ted jest tu głównie motorem napędowym fabuły, więc o dziwo jest to chyba najmniej interesująca postać (co nadrabia scenariusz i wszystkie przypadki spotykające biedaka). Marshall to kochający Lily dobrotliwy osiłek, chcący zostać prawnikiem ochraniającym środowisko. Jego dziewczyna z kolei to przemiła przedszkolanka, której marzeniem jest zostać sławną malarką. Robin stoi mocno na obu nogach, i w przeciwieństwie do Teda ani myśli o założeniu rodziny. Natomiast Barney… No właśnie, Barney. Ta postać to coś, co czyni ten środek niezwykłym. Stale ubrany w garnitur, przystojny ekstrawertyk, którego podstawowym celem w życiu jest zdobycie jak największej ilości pięknych kobiet. Brzmi nudno? Dodajmy do tego niezwykłą żądzę przygody, karkołomne plany, masę fenomenalnych „one-linerów”, czyli charakterystycznych odzywek, i powalającą na kolana charyzmę. Zdecydowany gwóźdź programu.

Czy ów narkotyk jest do czegoś podobny?

Tak, „HIMYM” może się wydawać podobne do innego owianego złą sławą środka psychoaktywnego, znanego jako „Przyjaciele”. Jednak jest to bardzo duże uproszczenie – nie chodzi o moc, bo ta jest porównywalna i zależy od osoby zażywającej. „HIMYM” jest narkotykiem obliczonym na dzisiejsze czasy i na dzisiejsze potencjalne ofiary, przez co jest tak niesamowicie atrakcyjny.

Jakieś słowo na koniec?

Unikajcie HIMYM. To niezwykle uzależniająca używka, dająca niezwykłą przyjemność, wkradająca się i powoli przejmująca kontrolę nad waszym życiem. Ani się obejrzycie, a będziecie cytować Barneya i przybijać High Five. Pamiętajcie – ostrzegałem was.


(Next - relacja z MFK!)

3 komentarze:

  1. dobre Dude! przyznam że czytuję Twego blogspota, do kiedy mu taką kampanię na znienawidzonym przez wszystkich śledziku (lub też: upośledzonym twitterze) zrobiłeś <3
    pozdro, masz we mnie wiernego czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. high five skarbie! od tego momentu masz wiernych czytelników w łozinie.

    OdpowiedzUsuń